Babia Góra - “Królowa Beskidów” 0 komentarzy
I stało się… zaspaliśmy! Nici z Tatr, nici z naszych wczorajszych planów!
Jest godzina 6.00 - nie najlepsza pora na podejmowanie decyzji, ale przecież trzeba coś postanowić. Weekend bez gór - weekendem straconym!
W Tatry już nie pojedziemy, za późno.. “Może w takim razie Babia Góra?” - rzuciłam hasłem. “Czemu nie” - odpowiedział Meetom i już godzinę później byliśmy w drodze do Markowych Szczawin.
Spontaniczna decyzja okazała się bardzo dobra:) Dojeżdżając na miejsce - świeci słoneczko i o dziwno nie wieje aż tak bardzo - co jest dla nas zaskoczeniem.
Wychodzimy niebieskim szlakiem w kierunku Diablaka. Jest błotniście, co jakiś czas zaliczam kolejne kałuże, których nie ma możliwości ominąć - są wszędzie! Śniegu na razie nic nie ma. Pocieszamy się tylko tym słońcem i błękitnym niebem.
Trasa nie wydaje się trudna kondycyjnie, po jakichś 3 godzinach dochodzimy do czerwonego szlaku i w końcu napotykamy pierwsze ślady śniegu. Wychodząc wyżej jest go coraz więcej, by po godzinie marszu trudno nam już było iść. Śnieg miejscami sięga powyżej kolan i bardzo utrudnia chodzenie. Zapadam się co jakiś czas i przy tym męczę. Słońce zachodzi, na niebie pojawiają się chmury i zaczynają ograniczać widoczność.
Gdy dochodzimy do Małej Babiej zrywa się ostry wiatr a widoczność jest bliska zeru. Po słupach przydrożnych można poznać, w którą stronę tutaj najmocniej wieje:)
Chwila na odpoczynek, gorąca herbatka, ciastko bez dwóch zdań i idziemy dalej. Dobrze, że są słupy, które pokazują jak iść - inaczej wierzcie zgubilibyśmy się!
Zmęczeni trawersowaniem w śniegu na przełęczy Brona zastanawiamy się czy iść na tego Diablaka, godzina już późna, pogoda nie najlepsza. Ambicja jednak przeważa i po 1.5 godzinie marszu zdobywamy najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego, sławną Babią Górę.
Droga powrotna to ślizganie się po śniegu, wpadanie po kolana w śnieg i chwilowe upadki - czyli to co dzieciaki lubią najbardziej:)
Szlakiem czerwonym dochodzimy do schroniska w Markowych Szczawinach, które już chyba rok się buduje.. Nie ma nawet możliwości odpoczynku w bliskim budynku bo przecież otwarte tylko dla wynajmujących tam osób!
Zimno, idziemy dalej - jeszcze chwila i będziemy w samochodzie.
Chyba nie bez kozery Babia Góra ma taką właśnie nazwę. Najpierw ładne słoneczko a później mroźny i ostry wiatr. Jak kobieta zaskakuje ale jak kobietę się ją kocha.